Gdzie i kogo boli poniedziałkowy strajk kobiet

Dziś na lokalnym fanpejdżu poświęconym sympatykom dzielnicy, na której mieszkam zamieściłam widok na plakat wiszący na słupie, który informuje o poniedziałkowym czarnym proteście. Serduszka na Instagramie posypały się jak grad zimą z nieba, ale gdy tylko post udostępniłam na Facebooku to jakbym pierdalnęła nożycami w stół. Co znamienne, jedynymi komentującymi w sposob negatywny byli sami panowie. Że nie rozumieją, że po co, że w głowie się poprzewracało, ze usuńcie tn badziewny wpis, bo stąd wyjdę.

14359956_298293397216592_1891886686766366720_n1

Z kolei na Instagramie można zaobserwować niemal całkowicie odmienne reakcje. Tam jest w trendzie popieranie lewackich inicjatyw, pozowanie w rowerkami, slowlife, selfiki z manifestacji, przyzdabianie kwadratu tęczową flagą. Jest peace and love, a na hejterów trafiasz jak gdzieś przypadkiem pobłądzisz lub wejdziesz na profil jakiejś Dody lub Kardashianki, gdzie psychofani po powrocie z gimbazy poprzez zakładanie pustych profili i wpisywanie co ślina na jęzor napatoczy jakoś wypełniają resztę popołudnia zanim mama zaserwuje do łóżka kolację.

Dlatego Fb traktuję bardziej jako tablicę z wymianą informacji, a Instagram jako jeden z elementów mojej strefy komfortu. Poza tym wiecie, tam jest jeszcze jeden wskaźnik, który zachęca do większej aktywności – nie ma tam jeszcze naszych rodziców.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s