Share week, czyli podziel się blogiem do poczytania

Ostatnio przeraża mnie pisanie długich notek, więc konsekwencję mamy taką, że nie pisuję w ogóle. Ale z tyłu głowy ciągle ćmi lampa taka mała biurkowa, że trzeba, że tak nie można, że ty leniu i weź ogarnij w końcu dupę. A jak się człowiek sam nie ogarnia to czasami przychodzi drugi człek i wywołuje do tablicy. W moim zacnym życiu tym człowiekiem była Hołka, która sprytnie w notce (już po raz drugi w ostatnim okresie, spryciula!) wspomniała o moim internetowym pamiętniczku i to w samych superlatywach. Osobiście uważam, że wszystkie pochwały są grubo przesadzone, ale efekt został osiągnięty. Sprawiła, że zalogowałam się na niecykliczny i oto jestem, bazgrzę tu do was wszystkich, co ślina na język przyniesie.
Nawiązując w końcu do tytułu i wyjaśniając całe zamieszanie ze wzajemnym podlinkowaniem się to chodzi o to, by polecić blogi, które najczęściej czytamy, których autorzy swoimi przemyśleniami i spostrzeżeniami zostawiają nas z inspiracją bądź szczęką na klawiaturze przez kilka następnych godzin bądź dni. Zaczęłam szykować listę takowych blogów i pojawił się pierwszy poważny problem, bo dotarło do mnie, że ostatnimi czasy już prawie w ogóle ich nie czytuję. Ograniczam się do walla facebookowego, gdzie algorytm podsuwa mi najbardziej lubiane przeze mnie fanpejdże i stamtąd przechodzę w interesujący obrazek z tekstem. I teraz widzę, jak bardzo lamersko to brzmi. Czy mi wstyd? Sama właściwie nie wiem. Ale nie czas na zarumienianie się, trzeba pisać dalej, by post ukończyć i opublikować, co nie?

(Kochani moi, przede wszystkim polecam was samych, bo wiem, że to głównie wy we dwójkę mnie czytacie :D)
1. Gawith– rok, w którym odkryłam jego bloga jest jak rok zero, wszystko co było przedtem jest jak Before Christ i nie ma totalnego znaczenia dla historii. Względnie. Gawith to człowiek, który namieszał nie tylko w moim życiorysie, ale i w kilku innych, bo wiem z kilku źródeł, że to przez jego blogasek, zaczęły wyrastać jak grzybki po deszczu „skopiowane koty” wzorując się na jego oryginalnej stylistyce. My name is copycat too, btw. 

2. Hołka – jak ja jej zazdroszczę, że umie pisać takie długie notki, przy których nie zasypia się w połowie, chłonie się każdy wyraz, literkę i wychodzi się z wiedzą, której czasem trudno szukać w popularnych portalach internetowych. To jest sztuka, którą ta Pani wyssała chyba z mlekiem matki, bo odkąd pamiętam, zawsze taki poziom trzymała. Poza tym to tylko dzięki niej wiem (chcąc, nie chcąc, ale może chcę) co codziennie porabia William Fichtner ;)

3. Dads are the original hipsters – zazdro, że ktoś wyprzedził mnie z pomysłem na tego blogaska o międzynarodowej sławie. Stronka, gdzie treść stanowią w 90% fotki stanowi o tym, że hipsterzy wcale nie są oryginalni w swoim jestestwie, bo hipsterami byli nasi ojcowie. Ogólnie zamysł jest taki, że ludzie z całego świata przesyłają do autorów strony zdjęcia z przed kilku dekad, gdzie nasi starzy wyglądają bardzo hipsta and fucking cool. Tu się nie naczytasz i nie będziesz chłonąć nowej wiedzy, ten blog ma na celu wywołać po prostu uśmiech na twojej twarzy. Bardzo na propsie, a na dole fotka skradnięta na zachętę z rzeczonego bloga byście tam zajrzeli. Bill i Hill z czasów, gdy się nie zaciągali ;)

Bez tytułu

4. Wygrywam z anoreksją – jeśli jesteś z Poznania i lubisz szamać na mieście to po prostu nie wypada nie znać tego bloga. Nie ma miejsca, gdzie serwują wyżer w naszym mieście, którego rednacz (autor bloga) by nie odwiedził, a jeśli tego jeszcze nie zrobił to na pewno ma miejscówę już na celowniku. Recenzje bardzo obiektywne, smakowicie oprzymiotnikowane, że ślina kapie między literki klawiatury podczas czytania i fajne foodporny do tego.

5. Make life harder – ten blog, który istnieje tylko na Fb to w 100% kwintesencja mojego humoru. Te złośliwostki, heheszki i sucharki, którymi chłopaki (bo dwóch autorów) operują to w 100% mój klimat. Czytam nie tylko dla beki. Zazdroszczę im pomysłowości i stylu w jakim piszą. A w ogóle to fajne chłopaki, w tv ich raz widziałam, wyglądają spoko.

6. Make life easier – jak nie znasz tego bloga to jesteś frajerę. Żartuję. Kasia Tusk jest idealna we wszystkim. Wszyscy lubimy podpatrywać, jak Kasia gotuje w kuchni na szpilkach, idzie do kościoła w welurowym kapeluszu lub zamawia moules-frites w restauracji w Paryżu.  Bez niej powyższy blog, by nie istniał, bo Kasia po prostu inspiruje.

To na tyle, badyle. Są święta jeszcze, więc idę świętować odkurzenie bloga.

Reklamy

2 thoughts on “Share week, czyli podziel się blogiem do poczytania

  1. Wróciłam po świętach do domu, odpaliłam interneta, a tu taka niespodzianka!!! …w sensie, że nowy wpis! ;)

    Hehe, dla mnie odkrycie Gawitha też było „rokiem zero”.

    Poza tym bardzo podniosłaś mnie na duchu, bo zawsze bałam się, że moje notki są za długie. Dziękuję! :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s