Prawdziwa katastrofa, psze państwa, zimy w tym roku nie będzie
Grudzień 26, 2011
Przed chwilą w ferworze końca świąt, dane mi było zobaczyć “Fakty”, a właściwie to ich początek, bo po pierwszym materiale zagotowało się we mnie jak w czajniku i musiałam wyjść gdziekolwiek, by ulać z siebie ten wrzątek. Zdążyłam się dowiedzieć, że jest źle, fatalnie i gorzej już być nie może. Czyżby przetrzymywano żywe karpie w wannie nadal po Wigilii? Ależ nie, zresztą źli panowie w bluzach z kapturem z Greenpeace’u, by do tego nie dopuścili. To może ktoś ukradł ozdoby z choinki ze Starego Rynku w Poznaniu? Tu bym się nie zdziwiła, bo większego brzydactwa już dawno nasze miasto na święta nie widziało. Ale to też nie to. Więc o co chodzi? O to, że, kurna, zimy, panie, ni mo i do końca roku nie będzie.
A miało być tak pięknie:

Miało jebnąć białym z nieba tak i zawiać halnym jeszcze bardziej, żebyśmy wszyscy z zimna pozamarzali. A tu psikus, mamy dziesiątkę w plusie. Dziennikarze chadzają korytarzami telewizyjnymi z kreskami poziomymi na twarzy. O czym tu mówić, o czym tu stękać, jak Tusku żyć? No, to bądźmy zajebiści, poudawajmy, że fajna pogoda to rzeź a nie fajność. Nagrajmy biedaków w górach, co to stękają, że jak tak dalej pójdzie to na dwóch deskach nie pojeżdżą, płaczące dzieci, że sanek nie widziały od roku, smutne babcie, że nie mają argumentu by pójść do lekarza, bo nic im się nie złamało, i jeszcze smutniejszych lekarzy, że nie ma nic w szpitalach do roboty. A na deser standardowo panów od odśnieżania dachów, że im zima-nie-zima chleb od ust odjęła.
Obejrzałam to i oczom nie wierzyłam. Czy naprawdę na świecie panuje taki totalny marazm, że już trzeba takie szitowo utkane materiały na jedynkę zapodawać? Już wolę standardowe utyskiwania niebieskich, że wielu Polaków się upiło i na procentach auta prowadziło. Byłoby przynajmniej do rymu i prawdziwie.